Dawno nie czytałam
powieści, która wzbudziłaby we mnie tyle sprzecznych emocji: niechęć do głównej
bohaterki, współczucie dla jej rodziny, pojawiające się i znikające zrozumienie
dla zachowań pokazywanych nam postaci, czy też odraza dla postępowania wielu z
nich. Trzeba przyznać, że autorka potrafi sprawić, że nie jesteśmy w stanie
porzucić lektury tak różnorodnej i wielowymiarowej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanadyjska proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kanadyjska proza. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 30 stycznia 2020
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
-
Jak już chyba się domyśliliście: jestem fanką Sandersona. Uważam go z jednego ze zdolniejszych autorów, twórcę trzymającego stały, wyso...
-
Prawie 1200 stron smakowitej fantastyki? Wiecie, że nie trzeba mnie długo namawiać, zwłaszcza, że do Weeksa mam specyficzny sentyment. Nie j...
