wtorek, 23 kwietnia 2019

Więc chodź namaluj mi potwora




Książki Brandona Sandersona biorę w ciemno z kilku powodów: inteligentnie poprowadzonej i przemyślanej fabuły, ciekawego pomysłu na świat przedstawiony, konsekwentnie prowadzonych, wielowymiarowych bohaterów oraz wartkiej akcji. Wszystko to znalazłam ponownie w  najnowszej, przygnębiająco cienkiej, powieści amerykańskiego twórcy.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Zapomniani bohaterowie piłkarskich muraw



Dziesięć lat pracy spędzonej na badaniach, lekturze, dociekaniu, interpretowaniu zdjęć, statystyk i notek prasowych. Mozolne wydobywanie z mroków zapomnienia nazwisk i wydarzeń. Godziny spędzone w archiwach, na wymienianiu maili, dociekaniu faktów, odkrywaniu  zagubionych dokumentów. To wszystko, by zebrać w imponującą całość historię piłki nożnej uprawianej na Górnym Śląsku w latach 1939-1945.

niedziela, 10 marca 2019

Człowiek człowiekowi obcym



Od wydarzeń z poprzedniej części minęły dwa lata, myli się jednak ten, kto myśli, że Holden i jego ekipa w końcu wiodą spokojny żywot, latając sobie tu i tam. 

wtorek, 12 lutego 2019

Coś lekkiego



Czasami człowiek potrzebuje literackiego odpowiednika pianki, niby wiadomo, że ani to zdrowe, ani niezbędne do życia, ale poprawia humor jak nic.
W książkach Magdaleny Kordel znalazłam idealne połączenie słodyczy oraz przyswajalnej dawki sentymentalizmu.

niedziela, 10 lutego 2019

Groch z kapustą w podróży


Swego czasu półki w księgarniach uginały się od książek, których tytuły zaczynały się od „Dziewcząt”: Dziewczyny wojenne, „Dziewczyny
z powstania”, czy też „Dziewczyny od Andersa”. Do tego grona dołączyły teraz „Podróżniczki. Dziewczyny, które nie znały granic”.

Sięgając po tę pozycję, liczyłam na polską wersję „Podróżniczek” Wolf Kielich, rzetelną i wyczerpującą opowieść o kobietach, które nie wahały się rzucić wyzwania ograniczeniom nakładanych na nie przez płeć, oczekiwania społeczne, czy też konwenanse. Niestety, efekt dokonań pana Jarosława Molendy jest daleki od ideału.

To co się rzuca w oczy najbardziej, to przedziwny stosunek autora do jego bohaterek: protekcjonalny język, z jakim często pisze o kolejnych postaciach, niezmiernie dużo miejsca poświęconego na opisy wyglądu kolejnych pań, czy też insynuowanie im różnych nieciekawych rzeczy. Już w drugim rozdziale książka zmienia się w swego rodzaju plotkarski reportaż: historia Doroty Falak koncentruje się głównie na jej łóżkowych dokonaniach, w dużej mierze domniemanych…

Nieszczególnie wypada także język, którym autor opisuje podróżniczki: „nasza mała twardzielka”, „w ten sposób jeden męski organ stwardniał, drugi udało się jej zmiękczyć”, „czy w ostatnich chwilach żałowała, że uciekł jej sprzed nosa tytuł (…)?”. Trudno nazwać styl autora eleganckim, wyrafinowanym, czy też wyrazistym. Niektóre strony przypominają fragmenty plotkarskich pisemek, tyle że osadzonych w XIX lub XVIII wieku.

Odbioru lektury nie poprawia także brak pogłębionej refleksji, czy też próba wyjścia poza zwykły opis życiorysu bohaterek. W przeważającej mierze autor ogranicza się do wyliczania kolejnych etapów podróży, podbojów miłosnych, czy też zarzuca czytelnika opisami fizjonomii podróżniczek. Nietrudno zauważyć także, że duża część materiału, to cytaty z biografii już wydanych, opatrzone, lub i nie, odautorskim komentarzem.

Całość to istny groch z kapustą, któremu zawdzięczam jedynie fakt spisania sobie potężnej bibliografii, z przyjemnością zapoznam się z nieokrojoną wersją biografii kobiet, które nie zasłużyły sobie na tak powierzchowne i skrótowe potraktowanie ich życiorysów.

Książkę przeczytałam dzięki współpracy Śląskich Blogerów Książkowych
z portalem Granice pl.

czwartek, 27 grudnia 2018

czwartek, 20 grudnia 2018

Na granicy zagłady



          Powitajmy znów człowieka-katastrofę i jego niezrównaną załogę. Dokonania z pierwszego tomu sprawiły, że James Holden i jego ekipa cichutko starają się egzystować na marginesie wydarzeń, tak by nie zwracać na siebie zbytnio uwagi. Jednak mówimy tutaj o Holdenie: facecie, który nie potrafi wytrzymać, by co rusz nie informować wszechświata o odkryciu jakiegoś spisku lub  wmieszać się w coś paskudnego.

niedziela, 2 września 2018

Nieudane powroty





Jakże dawno żadna książka mnie tak nie wymęczyła. Książki fatalne opisuje się łatwo, bezlitośnie wytykając uchybienia, o tych dobrych pisze się jeszcze łatwiej, wystarczy przelać swój zachwyt na klawiaturę. Najgorzej, jednak gdy człowiek trafi na totalnie bezbarwną i nijaką opowieść, a takie właśnie jest „Wracając do Wilna”.